15.11.202020, niedziela
Około godziny 23:15 lądujemy z Jarkiem w Las Palmas. Po wyjściu z hali przylotów niedowierzanie – 23 stopnie Celsjusza i można zapomnieć o wszelakich dodatkowych okryciach wierzchnich. Przedsmak tego mieliśmy już w Lizbonie przy 18 stopniach Celsjusza.
Jazda taksówką bus do mariny Muelle Deportivo de Las Palmas zajęła nam 25 minut (około 22 kilometry) i zapłaciliśmy 34 EUR. Z Vesselfindera wiedzieliśmy gdzie cumuje „Blue Bird” – przy najdłuższym pirsie stanowiącym również falochron dla mariny. Furtka na pływający „pontoon” zamknięta, ale na szczęście Josef i Jerzy czekają na nas jako jedyni na wachcie trapowej. „Face masks off” i witamy się czule – w końcu jesteśmy po testach. Reszta załogi legła po imprezie w Skipper’s Bar. Ponad to, jako pierwszy „on board”, przy 27 stopniowym upale, Richard raczył ich wcześniej piwem. Myślę, że kupił ich tak za to, że nie zdążył zrobić testów covidowych w Las Palmas.
Wymieniamy się z Jarkiem kabinami – on bierze korytarzową prawą, a ja dołączam do Grzegorza do rufowej prawej. Ten śpi rozłożony wygodnie na samym środku koi. Staram się go nie budzić i kładę się na skrawku po prawej stronie. Dla lepszej wentylacji wejście do kabiny i górny luk zostawiam otwarte. Światła na pokładzie gasną.

16.11.2020, poniedziałek
Słabo spałem. Co chwila budziłem się. W końcu wstaję – jeszcze ciemno. Patrzę na zegarek. Jest godzina o godz. 07.00 czasu lokalnego (godzina wcześniej niż w Warszawie). Pierwszy wychodzę na pokład. W stosunku do nocy woda opadła o przeszło 2 metry. Trzeba wysoko zadzierać głowę do poziomu ulicy. Idę na górę na fly bridge i zastaję tam Juliusza, którego niestety chyba budzę. Słońce wstało dopiero około godz. 07.30. Czas wypełniam pisaniem bloga. Pierwsi załoganci wstali około godz. 08.30. Widzieliśmy się już wcześniej na grupowej video-konferencji na WhatsApp, więc poznajemy się nawzajem, choć nauczenie się wszystkich imion zajmie mi jeszcze dobrych kilka dni. Josef i Jerzy idą do sklepu i mamy pierwsze śniadanie – jajecznica i świeże chrupiące bagietki z masłem i wędliną.

Przed godziną 10.00 pojawia się Janusz armator z Andrzejem skipperem. Wiele godzin spędziłem rozmawiając z Januszem, ale dopiero po raz pierwszy widzimy się „na żywo”. Przez cały dzień zajęci są przygotowywaniami jachtu – między innymi szykowaniem osprzętu do gernakera, dodatkowymi zakupami w Rollnautic (najlepiej wyposażony sklep w marinie). Ich pierwszy zakup to tyczka ratunkowa, a to pod kątem wielu wymagań, jakie trzeba spełnić w ARC 2020. Tym wymogiem są również AIS MOBy dla każdego członka załogi. Znając ceny w Rollnautic (265 EUR/szt.), przywiozłem je z Polski (1 250 PLN/szt. i VAT do odliczenia).

Richard zajął się profesjonalnie tematem aprowizacji robiąc na początku wywiady z uczestnikami na temat ich nawyków żywieniowych i oceniając pojemność schowków, szafek, zamrażarki i lodówek. Potem przyjął metodę liczby i rodzajów posiłków, które zaczął przeliczać na sztuki, kilogramy i litry oraz harmonogram ich kupowania – nie wszystko od razu. I choć nasze zakupy spożywcze to jak na razie te codzienne, świeże, to już zgromadziliśmy nieco mrożonego, próżniowo pakowanego mięsa, które zostało ulokowane na dnie zamrażarki.

17.11.2020, wtorek
Znowu wstaję pierwszy. Poranna toaleta i już piszę bloga.

Andrzej rozpoczyna wielki projekt zabudowy lewej dziobówki dla skippera. Znosi materiały z miasta – płyty, deski itp.
Po raz drugi spotykam się z inspektorami ARC 2020. Widzę, że największym problemem będzie awaryjne światło 3-sektorowe zasilane z gniazdka – nie dostępne w pobliskich sklepach żeglarskich. Zasilanie bateryjne dla 3 osobnych lamp nie przejdzie, a przeróbki techniczne skazane są na niepowodzenie. Jednym z wymagań są dodatkowe kaptury instalowane do kamizelek asekuracyjnych, które mają chronić twarz i całą głowę przed zalewaniem falami. Jedna sztuka takiego kapturka kosztuje tu…. 30 EUR. Nie jedna krawcowa mogła by zrobić na nich dobry biznes przy takich cenach zakupu dla klienta.

Wszechpanujący „Covid Terror” odarł ARC 2020 z całej wspaniałej otoczki imprezowej, tłumów żeglarzy, gwaru i nieustannego ruchu w marinie, restauracjach oraz sklepach z dobrem wszelakim, szczególnie tym żeglarskim. W porównaniu z poprzednimi latami panuje tu pustka i cisza. Finansowo cierpią na tym głównie sklepy spożywcze, które zwykle gromadziły większe zapasy na przyjęcie hord wygłodniałych żeglarzy. Nie oznacza to, że po kei wciąż nie chodzą jacht-stopowicze, aby na różnych warunkach zabrać się dalej w Świat – stąd zwykle na Karaiby.

Po południu rozwiązałem również frapująca mnie od trzech dni zagadkę: dlaczego niektóre jachty mają aż tak dużo identycznych flag ARC – od topu masztu po fale do samego pokładu. Przecież należy się tylko jedna taka na jacht. Rozkminiłem, że te najwyższe są jakieś najbardziej poszarpane. Przyjrzałem się im więc uważniej. Otóż te przy topie to trofea z lat dziewięćdziesiątych. Im bliżej pokładu, tym ich wypisane roczniki młodniały aż do 2020. Zapytałem więc dumnej załogi, a co jak miejsca nie starczy na kolejne flagi. Wtedy planują podwyższyć maszt lub zmienić jacht.

Już po zachodzie, około godz. 19:00 odwiedziła nas jeszcze Ela przynosząc piwa i jak wspomniała przy pierwszej zaczepce „nie zawahała się ich użyć”. Od Świąt Bożego Narodzenia 2019 mieszka w Las Palmas, pracując między innymi na jachtach w marinie i żeglując tu i tam z różnymi załogami. Przyjaciółka żeglarzy. Kiedy załoga wróciła z kolacji z Elą po godzinie 00:00 już spałem.

18.11.2020, środa – Las Palmas Covitas
Nieco pochmurny poranek i zmiana kierunku wiatru, ale niezmiennie bezdeszczowo.

Podczas przeglądu silnika odkrywamy, że olej w obu przekładniach jest szary, a powinien być przezroczysty, klarowny. Dodatkowo należy również dolać oleju do silnika.

Ponad połowa załogi udaje się na wycieczkę samochodową po Gran Canaria. Nie ma ich cały dzień, ale i nie ma dla nich zajęć. Niech nasycą się uciechami lądowymi zanim tych zabraknie.

Postanowiliśmy również rozliczyć się z mariną. Za postój z prądem i wodą naszego Lagoon 50 w terminie 6-22.11.2020 zapłaciliśmy…. 406 EUR. Wprawdzie zastosowana została zniżka  dla jachtów startujących w ARC 2020, ale przy porównaniu do cen chorwackich oceniam te opłaty jako „dla ludzi”.

Przy okazji pochwała należy się również organizatorom ARC – World Crusing Club, którzy przez przeszło 20 lat  nagromadzili moc doświadczeń, które skrzętnie i praktycznie wykorzystują co roku dla wciąż ulepszania formuły ARC, a ta w covidowym roku jest szczególnie nietypowa. Poza brakiem imprez i szkoleń w terenie, wszelakie seminaria przeniesione zostały do Zoom’a. Ze wszystkich najbardziej zainteresowały mnie: „Route & Weather Guide for the Atlantic Crossing” prowadzonej przez Chrisa Tibbs oraz „ARC Skippers Briefing”.

Po południu dołącza do nas Stefano z Włoch – all on board.
Tu wypada w końcu coś napisać o naszej załodze. Najmłodszy ma 35 lat co stanowi połowę tego co ma najstarszy w PESELU. Sami faceci (szkoda) z różnym doświadczeniem żeglarskim, ale większość prowadziła już samodzielnie jachty morskie. Jest z nami również Richard – Brytyjczyk, który większość czasu zabawia obecnie w Azji. Kilka razy brał udział jako załoga w dużych regatach m.in. w Sydney-Hobart, włączając w to również klasę Volvo 70. Dostarcza nam wiele cennych praktycznych uwag ws przygotowania jachtu, ale jego konikiem jest jak sądzę aprowizacja. Jako rasowy Brytyjski żeglarz nie toleruje bananów na pokładzie, bo ponoć kiedyś rozkładając się na jachtach, psuły również pozostałą żywność, a dzisiaj to po prostu przesąd – „bad luck”. Z charakterystycznych person nie można zapomnieć o rzeczonym Stefano.  To klasyczny Italiano – swobodny, bez barier, luźny. Często znika i nie ma go nie wiadomo jak długo. Po testach czwartkowych (to jutro) wszyscy mieliśmy iść bezpośrednio na jacht i nie oddalać się od niego, a Stefano nie ma. Po moim telefonie pojawił się na skuterze gotowy do wycieczki po wyspie. Ku jego zaskoczeniu, zatrzymałem go na pokładzie.
Po ogłoszeniu wyników testów PCR (a o tym więcej potem) mieliśmy nakaz pozostać wszyscy na jachcie na kotwicowisku. Stefano zdążył jednak spakować się i jako jedyny od razu opuścił nas udając się do hotelu na samoizolację. Jak relacjonuje na WhatsUp, ma się dobrze.

Na koniec dnia przeprowadzamy również konkurs o jedyną flagę ARC 2020 jaką dostaliśmy od organizatorów, a w sklepie nie było jak kupić więcej. Kto najprecyzyjniej wytypuje dzień, godzinę i minutę dopłynięcia „na drugą stronę”, ten otrzymuje flagę (z prawem przekazania jej skipperowi of course). Podpisaliśmy regulamin konkursu „Grab the Flag”, w którym między innymi określiliśmy trzy zdarzenia, które niezależnie określają moment osiągnięcia „drugiej strony”: przepłynięcie linii mety w Rodney Bay na St. Lucia, minięcie pierwszej boi podejściowej do Le Marin na Martynice, rozpoczęcie opuszczania kotwicy na St. Lucia lub Martynika. Wypełnione typy wrzuciliśmy do zalakowanej koperty, której pilnował Jarek z nakazem – „Nie otwierać do Karaibów”.

19.11.2020, czwartek
Doomsday
Poranek niby jak co dzień ale jakiś taki nerwowy.

O godzinie 08:20 jesteśmy gotowi do wyjścia do pobliskiego Hospital Vithas Santa Catailna  aby zdążyć tam na testy molekularane PCR w kierunku wykrycia SARS-CoV-2 na godz. 09:00. Nie mamy żadnej informacji czy i jak przygotować się do tych testów. Jedni myją zęby, inni wrzucają coś na ząb, a inni nie – różne szkoły. Na miejscu jesteśmy przeszło 15 minut przed czasem. Zastanawia mnie czy kilka pięter w górę zamiast użycia windy nie jest już dla nas pierwszym testem. O godz. 09:20 jesteśmy już wolni.

W drodze powrotnej na jacht, trochę wbrew zasadom, zatrzymujemy się przy Rollnautic, aby po kilkudniowej dyskusji kupić w końcu 10 sztuk 22 litrowych kanistrów na diesla. Dlaczego? Ano za radą Janusza i Andrzeja, poza toną diesla wypełniającego na full nasze zbiorniki, powinniśmy mieć jeszcze zapas – ot tak w razie czego np. z braku wiatru. Również nasze akumulatory nie powinny zejść poniżej 65% pojemności (i 12V napięcia) stąd konieczność ich codziennego ładowania z generatora lub silnika. Według szacunków, pracujący generator zużywa około 3 litry na godzinę. Zakładając jego pracę 8 godzin na dobę i mnożąc to przed 20 dób (licząc z zapasem) dało to tam około 480 litrów. Dużo jakoś trzeba by brać tych kanistrów, mając również na uwadze to, że nie zabierzemy ich potem do domu. Stanęło więc ostatecznie na wspomnianych 10 kanistrach po wynegocjowanej przez Andrzeja cenie 18 EUR each (zamiast po 22 EUR each z cennika), które póki co puste przynosimy na jacht.
Na marginesie – w przypadku słabego wiatru, ARC dopuszcza możliwość przemieszczania się na silniku (to w końcu towarzyski „rajd” nie regaty) za naliczeniem punktów karnych. Przy okazji „żeglowania” na silniku ładujemy również akumulatory.

W południe rozpoczęliśmy testy kulinarne. Kto upiecze smaczniejszy chleb – Josef czy Andrzej. Oba wyszły wspaniałe. Do listy zakupów dopisujemy dodatkowe produkty „do pieczenia chleba”. Niektórzy z nas już zaczynają marzyć o yacht made pizza frutti di oceane.

Po kilku dniach pobytu na naszym „kempingu” doszedłem do wniosku, że marina Muelle Deportivo de Las Palmas to bardzo dobry punkt wypadowy do rozpoczęcia rejsów transatlantyckich. Przede wszystkim na wyciągniecie ręki (dystans spacerowy) żeglarze mają tu do dyspozycji wspaniałe zaplecze techniczne (sprzęt i usługi) i aprowizacyjne. No i ceny są dla żeglarzy, a nie komercyjnych turystów. Nie dziwi więc tu tak duża liczba żeglarzy obieżyświatów na ich wszelakiej maści i wielkości jachtach i jachciorach, szczególnie w listopadzie, kiedy zbierają się na Karaiby.

20.11.2020, piątek
Doomsday – dzień wyników testów.

Teoretycznie powinniśmy siedzieć na jachcie do momentu ogłoszenia wyników testów (spodziewane około godz. 12:00 w południe), ale jak tu wysiedzieć tak bezczynnie. Z barku innych zajęć, zamiast w sobotę podpłynąć jachtem do stacji paliw, udajemy się tam na piechotę (niewiele ponad 300 metrów) aby przynieść zapas paliwa na jacht. Może w ten sposób nie będziemy tracić czasu w sobotę tak, aby prosto po skipper’s brefing, po południu wyjść na próby pod żaglami. Dla spokojnej głowy dolewamy…. 65 litrów do ponoć full zbiorników diesla. Czekała nas więc jeszcze 3-kanistrowa dolewka do zapasów, które ształujemy głównie w prawym, dziobowym skipperskim WC, a resztę w bakiście przed masztem. Wraz z paliwem przynosimy jeszcze 3 butle z zapasowym gazem kuchennym. Dobrze mieć kilka butli nie tylko ze względu na większy zapas gazu, ale również na wypadek gdyby zawór jednej z butli okazał się wadliwy.

Andrzej dolewa olej do obu silników oraz wymienia olej w przekładniach. Ciekawy jestem czy ten w przekładniach będzie ponownie szarawy po drugiej stronie Atlantyku, czyli po naszym przejściu. Oznaczać to będzie, że rzeczywiście słona woda regularnie dostaje się do obu przekładni. Na szczecie tym razem nie planujemy „nastukać” dużo motogodzin.

Od godziny 12:00 mniej więcej co godzina nasz ARC Rally Team informował o opóźniających się wynikach testów. Aby załoga nie nudziła się, wysłałem wszystkich na dziób aby założyli genakera i sprawdzili czy poprawnie działa. Mijały długie godziny… aby w końcu po 16:00 podeszła do naszej rufy Pani z Yellow T-shirt Team, a że akurat sam byłem w kokpicie to i sam podskoczyłem do Pani. Wręczając mi wyniki testów oznajmiła, że jedna z osób, ta której koperta z wynikami jest na wierzchu ma pozytywny wynik testu. „Czy Pani żartuje?” zapytałem z niedowierzaniem. „Niestety nie” odpowiedziała, informując że teraz powinniśmy zostać na jachcie razem przez 10 dni na obserwacji i podlegamy kwarantannie pozostając do dyspozycji odpowiednich hiszpańskich instytucji medycznych. Dodała również, że niedługo skontaktuje się z nami marina prosząc, abyśmy wyszli na kotwicowisko jeszcze dzisiaj. Robiło się powoli ciemno, a my dyskutowaliśmy what now? Ostatecznie marina nie odezwała się do nas i ustaliłem z Rally Team, że wypłynę z mariny o wschodzie słońca następnego dnia – dobrze było nam w tej marinie.

Na koniec tego zaskakującego dnia, z ciekawości postanowiliśmy otworzyć jeszcze kopertę z konkursem „Grab the flag”, no bo jakby w zaistniałej sytuacji konkurs nie miał już sensu. Największy optymistą okazał się skipper typując 09.12.2020 g. 07:00. Ostatni pesymiści typowali 12.12.2020. Ale nikt nie typował nie wypłynięcia lub opóźnień rzędu 10 dni….

Czytaj również pozostałe blogi o ARC 2020:

ARC 2020. Jak do tego doszło i czy w ogóle wyjdzie?
ARC 2020. Z dziennika sternika – Wypasiona kwarantanna w Las Palmas Covitas.
ARC 2020. Z dziennika sternika – „Ahoj przygodo!” cz. 1
ARC 2020. Z dziennika sternika – „Ahoj przygodo!” cz. 2

Więcej o ofercie ARC 2021 tutaj>>

__

Kategorie:

__

Pro-Skippers Group Sp. z o.o.

ul. Płochocińska 140 A
03-044 Warszawa

+48 22 243 09 00
info@pro-skippers.com

www.pro-skippers.com