Dziewczyny znają się od zawsze. Stęsknione za sobą po trudnym czasie związanym z pandemią, wymarzyły sobie wspólny wyjazd, aby móc wreszcie nacieszyć się swoim towarzystwem, rozmowami do białego rana i totalnie się wyluzować. W październiku 2021 spędziły tydzień na jachcie. Ciekawi jesteście jak wspominają ten czas?

Małgosia
Prywatnie mama 2 maluchów i żona trzeciego dużego dziecka. Uwielbia gotować, śpiewać i przeklinać.
W stronę żeglarstwa pchnęli mnie rodzice. Miałam wtedy 16 lat i zrobiłam patent żeglarski (25 lat temu!). Z wielu ich zamiłowań – przede wszystkim góry, których do dziś nie cierpię – wybrałam żagle!

W czasach studenckich często wyjeżdżałam na obozy żeglarskie, prywatne wypady, a nawet romantyczne wyjazdy z ówczesnymi chłopakami. Ogniska, fasolka ze słoika i chleb z masłem, spanie pod chmurką, gitara i szanty – to były cudowne czasy.

Na studiach poznałam przyszłego “starego”, a on w posagu wniósł cudowną ekipę, która na przestrzeni lat powiększała się i powiększała…i tak już do dzisiaj została. Było wśród nas dużo żeglarskich freaków, dlatego zaczęliśmy spędzać wakacje na łódkach. Najczęściej były to Mazury, ale też inne wypady i wspólne imprezy.

Potem nadszedł czas dzieci i obowiązków. Wyjazdy (dla niektórych, w tym mnie) zmieniły trochę charakter – były bardziej rodzinne. Miejsca wybieraliśmy pod wiek i atrakcje dla dzieci. Ciepła woda i kibelek to podstawa! Ważne też było bezpieczeństwo, żeby maluchom nic się nie stało.

I tak mijały lata. Ekipa dalej ta sama, te same dziewczyny, te same chłopaki. Zmieniały się konfiguracje związków, zmieniały się ilości pociech. Życie!

Kiedy pojawił się pomysł wspólnego rejsu, mało się zastanawiałam. Jadę i tyle.

Ania
Z dziewczynami znamy się od dawna. To jest taka paczka, która tworzyła się przez lata. Z niektórymi znam się od podstawówki, z innymi z liceum czy ze studiów i po studiach. Więc naprawdę przegląd życia. Już od 12 lat organizujemy sobie wspólne wyjazdy. Średnio raz na 2 lata wybieramy się, np. na koncert czy gdzieś w góry. Regularnie we Wrocławiu organizujemy sobie babską wymianę ubrań „Babkowy Targ”. Wtedy umawiamy się u którejś w mieszkaniu i robimy imprezę z przymierzaniem i wymienianiem się ubraniami, których już nie nosimy.

Po okresie pandemii, kiedy spotykałyśmy się zdecydowanie rzadziej, bardzo chciałam wyjechać na wakacje tylko z przyjaciółkami, bez chłopaków i mężów. Tego typu spotkania są inne niż te w mieszanym gronie, można się wyluzować na maksa, wygłupiać jak dziecko bez obawy, że ktoś będzie nas oceniał.


Dobrochna
W tym roku skończone 40, architekt z uprawnieniami i mama 2 małych zbójnic. Kocham morze – zwłaszcza Bałtyk, koncerty, dobrą prostą kuchnie i wino.
Pomysł na rejs chodził mi po głowie od dawna, ale przez wieczne bycie w ciąży (pierwsza córka 2017, druga 2020) jakoś ciężko było znaleźć odpowiedni spokojny czas na wyjazd.

Gdy przyszedł czas pandemii, po narodzinach 2 córeczki, powiedziałam sobie, że muszę w końcu odetchnąć, nabrać dystansu, zrobić coś dla siebie. Panująca atmosfera wokół covida i to, że młodsza córeczka bardzo dużo chorowała, spowodowało tym większą chęć, aby gdzieś wyjechać i spotkać w końcu ludzi.

Wszystkie dziewczyny z paczki też miały już dość siedzenia w domu, ciągłej niewiadomej co z przedszkolami, szkołami, pracą i strachu o zdrowie swoich najbliższych.
Mimo że byłyśmy w ciągłym kontakcie online, to w momencie izolacji mocno ograniczył nam się kontakt na żywo.

Rzuciłam pomysł na naszej grupie FB i dalej poszło.

Trzeba dodać, że rejs zaplanowałyśmy z rocznym wyprzedzeniem, początkowo nie wierzyłyśmy, że nam się uda, ale wszystkie miałyśmy taki promyk nadziei i słońca na horyzoncie w tym trudnym czasie, który dodawał nam energii na co dzień.

Już samo czekanie i planowanie dało nam niezłą frajdę.
W końcu stało się, pojechałyśmy!


Sylwia
Przedłużenie wakacji w październiku to super sprawa. Wakacje w gronie super babeczek w październiku to rewelacja, ale wakacje w październiku, w gronie super babeczek i do tego na katamaranie w Chorwacji to przeżycie na całe życie.

Dobrohna
Pierwszą dobę spędziłyśmy w Zadarze. Poszwendałyśmy się po mieście, zjadłyśmy pyszny obiad i przegadałyśmy przy winie całą noc.

Ja, ponieważ zostawiłam córeczkę w trakcie odstawiania od karmienia piersią, dostałam zapalenia i do dzisiaj wspominam jak dziewczyny o mnie dbały i okładały kapustą :)

Rejs rozpoczęłyśmy w Szybeniku. Zdałyśmy się na Tomka, jeśli chodzi o trasę i kierunki. Warunek był jeden: jak najwięcej cumowania na dziko. Wystarczyło nam to, że byłyśmy w świetnym miejscu i RAZEM, oderwane od codzienności.


Sylwia
Na żaglach pływam od czasu liceum. Patent zdobyłam już w siódmej klasie szkoły podstawowej, ale do tej pory nie zapuszczałam się dalej niż na mazurskie Śniardwy. Tym razem zobaczyłam jak to wygląda na morzu i to w dodatku na katamaranie Lagoon 450 „Malvasia Blanca”, na którym można się było zgubić pomiędzy wieloma strefami wypoczynku, kuchni i kajut z prywatnymi łazienkami – żyć nie umierać. Początkowo nastawiałam się na mocne wiatry, nowe doświadczenia katamarańskich przechyłów przód-tył i żeglowania do upadłego. Pogoda jednak zmieniła nasze plany i zmusiła nas do aktywnego wypoczynku – w ruch poszły więc schowane gdzieś dmuchane flamingi (czy ktoś był kiedyś na kuligu flamingów?!), supy, nurkowanie i tańce na pokładzie do świtu (nagłośnienie klasa). Tomek, nasz skipper poprowadził nas w przepiękne dzikie zatoczki, które bez sprzeciwu wytrzymywały nasze głośne śmiechy, rubaszne żarty i rozmowy do rana. Kulinarnie było tak, jak wszystkie lubimy. Świeża i przepyszna dieta przeważnie wegetariańska, masa świeżych owoców i warzyw kupowanych na miejskich bazarach. Pojawiła się także przepyszna ośmiornica przygotowana starannie przez mistrzynię kulinarną Gosię.


Udało się nam też zaspokoić głód żeglarskiej przygody. Dwa dni powiało wystarczająco mocno, aby doświadczyć mocy i potęgi wielkiej powierzchni żagli naszego pływającego domu
Lagoon.

Dobrohna
Rejs minął cudownie, w zasadzie bez schodzenia na ląd. Mimo że był już październik, pogoda nam naprawdę dopisała. Udało się nawet troszkę popływać na żaglach.


Miałyśmy jeden trudniejszy dzień, gdy bardziej wiało i bujało i niestety niektóre z nas przekonały się co to choroba morska. Ja nawet cierpiałam po przylocie na chorobę zejścia na ląd.

Ania
Nie pamiętam, kiedy się śmiałam tyle, co na tym wyjeździe.
Bawiłyśmy się jak nastolatki, dużo się wygłupiałyśmy – w wodzie na SUPach, na dmuchanych zabawkach. Nasz skipper Tomek dał nam całe pole możliwości do zabaw i dostarczał pomysłów i pozytywnej energii.

Szczególnie miło wspominam spanie „na dziko’” w zacisznych pięknych zatoczkach, a nie w portach. Tomek, który doskonale zna Chorwację, zabierał nas w naprawdę przepiękne miejsca, gdzie można było zakotwiczyć na noc.

Nasze wieczorne rozmowy, tańce na pokładzie, przy gwiazdach i pięknych widokach, a potem pobudkę, kawę na pokładzie, turkusową wodę i ciszę dookoła zapamiętam na zawsze. Niesamowita atmosfera.


Jedną z atrakcji było pływanie nad wrakiem statku. Ja trochę boję się pływania na głębokiej wodzie, ale skipper Tomek i dziewczyny stworzyły super atmosferę i udało mi się pokonać mój lęk. Pływałam z małą pływacką boją i czułam się bezpiecznie. To było dla mnie prawdziwe przeżycie i pokonanie swoich lęków.


Podczas tego rejsu bardzo dużo nauczyłam się od Tomka. Przede wszystkim jak sprawnie i bezpiecznie manewrować, w jakich warunkach rzucać kotwicę i na co zwracać uwagę. Miny facetów w portach jak podpływał katamaran z 7 laskami na pokładzie, każda przygotowana na swoim stanowisku i gotowa do cumowania, były bezcenne. Oni byli w szoku. Byli też bardzo pomocni.

Na naszym rejsie ważną rolę odegrał skipper Tomek, który zapewnił nam niesamowitą przygodę, wspaniałą atmosferę, dużo śmiechu i bezpieczne żeglowanie.
Polecam taki rejs wszystkim :)

Sylwia
To, co zostanie ze mną na zawsze, to wspomnienie cudownego towarzystwa, rozmowy do rana, smak Proseco i wspomnienie jogi na pokładzie o brzasku słońca, zakończone cudownym skokiem do wód Adriatyku.

Dziewczyny popłynęły na rejs katamaranem Lagoon 450 „Malvasia Blanca”

 

__

Kategorie:

__

Pro-Skippers Group Sp. z o.o.

ul. Płochocińska 140 A
03-044 Warszawa

+48 22 243 09 00
info@pro-skippers.com

www.pro-skippers.com